piątek, 30 listopada 2012

Morze, a może jednak góry?

Układ geograficzny Polski jest dosyć specyficzny i z pewnego punktu widzenia... korzystny. Na północy dysponujemy dostępem do Morza Bałtyckiego, zaś od południa otoczeni jesteśmy rozległym pasmem górskim, na które składają Sudety i Tatry. Wielu "artystów" od dawna toczy spór o to, które oblicze jest lepsze, bardziej inspirujące... Ja większych wątpliwości nie mam. Do dziś nie rozumiem, jak ta przepastna, nudna przestrzeń, przynajmniej z perspektywy plaży, może pobudzać wyobraźnię. Rozumiem, Trójmiasto owszem, zwłaszcza Gdańsk i jego starówka to miejsce gęsto przepełnione klimatem i historią. Samo morze jednak nie odgrywa tu głównej roli, a jest jedynie postacią drugoplanową. Co innego otwarte morze i miejscowości nadmorskie o dramatycznej linii brzegowej tak jak ma to miejsce w przypadku Jastrzębiej Góry czy Trzęsacza.
Ja kocham góry - zarówno latem jak i zimą, gdy jadę tam zawsze na narty. Za moje ulubione, z punktu widzenia inspiracji, prastary fragment Sudetów - Góry Stołowe z monumentalnym, przytłaczającym mocniej niż najbardziej gotycki z kościołów Szczelińcem Wielkim i Małym. Potwierdza to swoją drogę to, że liczy się nie rozmiar, a odpowiednie proporcje i kształt. Tym górom daleko do wysokości naszych szczytów Tatr, ale by zdobyć do nich szacunek, wystarczy wycieczka do ich podnóża. Polecam to każdemu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz